Ja Wam wszystko wyśpiewam o prawie pracy…
- Wysłane przez Autor: Paweł Ziółkowski
- Kategorie ZUS
- Data 11 czerwiec 2026
Rząd wymyślił, że artyści mają mieć możliwość otrzymania dofinansowania do składek ZUS. Projekt wywołał wiele emocji i falę komentarzy. Otwiera też nowe możliwości… Jakie? – przeczytaj do końca!
Od wielu, wielu lat jestem na działalności gospodarczej i płacę składki z tego tytułu. Coraz większe składki… Oczywiście – jak firma przynosi odpowiednie zyski, kwota składek jest w gruncie rzeczy bez znaczenia. Gorzej, jeżeli jest na stracie – składki wciąż trzeba płacić, a to tylko powiększa tę stratę.
Każda firma ma swoją specyfikę, mniejszą lub większość sezonowość i wahania przychodów (no może poza jednoosobowymi działalnościami ze stałym wynagrodzeniem, ale tu już za miesiąc PIP może decyzją zmieniać je w etat). Oczywiście zdarza się, że brak przychodów jest tylko na papierze, który jest na stole, a pod stołem wygląda to zupełnie inaczej… W efekcie prawo do obniżenia składek w okresach obniżonych przychodów może być uznane za preferencję dla oszustów (zob. mały ZUS plus, który premiuje osoby niewykazujące przychodów – przepraszam wszystkich uczciwych przedsiębiorców prowadzących działalność na małą skalę).
Projekt dofinansowań do składek artystów wziął się stąd, że zaczęli oni pomstować na małe emerytury. Problem w tym, że wysokość ich emerytur nie wynika z tego, że mało zarabiali. Było wręcz przeciwnie – wielu pomstujących zarabiało krocie! Tylko jak się robi np. na umowę o dzieło, to nie ma składek, a jak nie ma składek, to nie ma emerytur.
Powyższe sprowadza się do stwierdzenia, że jak sobie opłacisz, tak się wyśpisz… (jakoś tak to szło). Każdy obywatel ma prawo wybrać, czy chce być pracownikiem, B2B-siem, czy… zarabiać bez składek ZUS (np. na dziełach). Ale jak się zarabia bez składek, to trzeba się liczyć z tym, że emerytura też będzie bez efektu wow. Opłacając składki z JDG przez tyle lat też zresztą nie mam co liczyć na kokosy.
Dopłaty dla artystów oznaczają w praktyce, że inne grupy obywateli poczuły się dyskryminowane i były zbulwersowane tym projektem. Żeby była jasność – nie chodzi mi o to, że artystom się nie powinno pomóc. Powinno, tak samo jak wszystkim innym w podobnej sytuacji. I szczerze uważam, że polityk jest ostatnią osobą, która może nazywać artystów darmozjadami…
Chodzi mi jednak po głowie inna rzecz. A gdyby tak się przebranżowić? A gdyby tak np. dalej robić to, na czym się znam, ale w formie artystycznej? Jeżeli ustawa wejdzie w życie mogą się pojawić prawdziwe tabuny twórców, którzy będą wskazywali, że są artystami i sprawa może wymknąć się spod kontroli.
Ja mógłbym np. mówić o nowych uprawnieniach PIP w następujący sposób:
Kołysał nas zachodni wiatr
etat gdzieś za rufą został
i nagle ktoś jak papier zbladł:
"PIP idzie Panie Bosman!"
A inspektor tylko zapiął płaszcz
i zaklął: ech do czorta,
nie daję zleceniu żadnych szans,
10 w skali Beauforta...
Merytoryka by została, ale artystyczne wykonanie mogłoby dać prawo do dofinansowania!
Chcielibyście wziąć udział w takim szkoleniu?
Autor: Paweł Ziółkowski
