Korekta po wyniku miała dać święty spokój. Przyczyniła się do zarzutu zbrodni VAT-owskiej
- Wysłane przez Autor: Jakub Sitarski
- Kategorie Kontrole i postępowania
- Data 13 sierpień 2026
Kontrola celno-skarbowa w zakresie VAT potrafi postawić podatnika w sytuacji, w której każda decyzja wydaje się zła. Szczególnie wtedy, gdy organ kwestionuje faktury wystawione przez dostawcę towarów lub usług, a podatnik – przekonany, że działał standardowo i nie naruszył prawa – staje przed wyborem: wejść w wieloletni spór z organem albo skorygować rozliczenia i „kupić sobie pozorny spokój”.
Brzmi prosto, ale w praktyce bardzo często takie decyzje wcale proste nie są. Dzisiaj przybliżę sprawę podatnika, wobec którego wszczęto kontrolę celno-skarbową w zakresie VAT, dotyczącą faktur wystawionych na jego rzecz przez dostawcę towarów i usług. Podatnik uważał, że zrobił wszystko prawidłowo. Nie chciał jednak wdawać się w wieloletni spór z organem podatkowym i ostatecznie dokonał korekty zgodnie z wynikiem kontroli.
Tyle że nie była to zwykła, chłodna kalkulacja. Podatnik został w istocie „przekonany” przez osoby prowadzące kontrolę, że jeśli skoryguje rozliczenia, to sprawa się zakończy i będzie „po problemie” (ile ostatnio takich historii słyszałem, aż strach..). Co więcej, Jego księgowa – skądinąd słusznie – wskazała mu, że jeśli nie zgodzi się z wynikiem kontroli, zostanie wszczęte postępowanie podatkowe, które prawdopodobnie będą prowadziły te same osoby, które prowadziły kontrolę (potwierdzam, że faktycznie tak jest; oczywiście jeśli mowa o postępowaniu pierwszoinstancyjnym).
Pojawiła się też druga, bardzo praktyczna refleksja: jeżeli sprawa potrwa latami i zakończy się niekorzystnie, dojdą odsetki, a te przy dużych kwotach potrafią urosnąć do poziomu naprawdę dotkliwego. A mówimy o bardzo dużych kwotach. Korygowany VAT przekraczał kilka milionów złotych (bodajże było to ok. 5 mln).
Ktoś mógłby zapytać: kto godzi się z wynikiem kontroli i płaci kilka milionów podatku, jeśli nie ma sobie nic do zarzucenia?
I tutaj Was zaoczę. Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest oczywista. Nie każdy podatnik działa pod presją braku płynności. Nie każdy boi się jednorazowego uszczerbku bardziej niż wieloletniego konfliktu z organami. W tej sprawie podatnik miał znaczne możliwości zarobkowe i z jego perspektywy sama kwota – choć obiektywnie wysoka – nie była paraliżująca. Podjął więc decyzję o zawarciu układu ratalnego z lokalnym organem i postanowił spłacać kwotę, której domagał się UCS, rozkładając ciężar finansowy w czasie.
Miał być święty spokój. I co? I… Nie było.
UCS wszczął kolejną kontrolę, tzn. za następne okresy, obejmujące kilkanaście kolejnych miesięcy współpracy z tym samym dostawcą. Wynik kolejnej kontroli był oczywiście tożsamy, a cała procedura przeprowadzona błyskawicznie (ctr+c, ctrl+v i mamy drugi wynik kontroli). Tym razem organ oparł się na bardzo prostej dedukcji: skoro w odniesieniu do pierwszego okresu podatnik skorygował rozliczenia, to w istocie zaakceptował stanowisko, że otrzymane faktury nie dokumentowały rzeczywistych transakcji, czyli były tzw. „pustymi fakturami”.
Kilka miesięcy później zainicjowano „w bonusie” sprawę karną skarbową – jak zaznacza podatnik mimo wcześniejszych sugestii, że po korekcie „nie będzie problemu”.
Oczekiwany przez podatnika święty spokój okazał się wyłącznie pozorny!
W postępowaniu karnym przesłuchano pracownika podatnika oraz dostawcę – w charakterze świadków. Następnie przesłuchano samego podatnika, już jako podejrzanego. Postawiono mu zarzuty, w tym m.in. oszustwa podatkowego z art. 56 KKS oraz fałszerstwa intelektualnego faktur z art. 271a KK.
I tu zaczyna się prawdziwy problem.
Już samo przypisanie czynu z art. 271a par. 1 KK wiąże się z bardzo poważną odpowiedzialnością karną – zagrożenie wynosi od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. Tyle że przy wysokich kwotach sytuacja staje się jeszcze poważniejsza. Jeżeli sprawca dopuszcza się tego czynu w odniesieniu do faktury lub faktur, których wartość albo łączna wartość przekracza pięciokrotność progu mienia wielkiej wartości, albo uczynił sobie z tego stałe źródło dochodu, zastosowanie może znaleźć art. 271a par. 2 KK. A wtedy mówimy już o karze pozbawienia wolności od 3 do 20 lat. I właśnie w tym miejscu pojawia się to, co publicystycznie i potocznie bywa określane jako „zbrodnia VAT-owska”.
Mamy więc sytuację, w której podatnik twierdzi, że korekty dokonał wyłącznie z przyczyn pragmatycznych i biznesowych – aby uniknąć wieloletniego sporu, narastających odsetek i destabilizacji działalności. Do mnie zgłosił się dopiero po wydaniu wyniku kontroli, w momencie gdy analogiczna kontrola została zainicjowana także wobec dostawcy (to kolejny przykład pozorności obiecanego podatnikowi zakończenia problemu).
Dostawca znalazł się zresztą w jeszcze trudniejszej sytuacji. Z perspektywy organu odbiorca faktur „przyznał” bowiem rację co do tego, że były to faktury puste. Taka okoliczność, choć z punktu widzenia praktyki obrony nie musi mieć znaczenia rozstrzygającego, z pewnością komplikuje sytuację procesową obu stron. Sam podatnik nie przyznał się jednak do zarzutów prokuratora.
Warto pomyśleć kilka razy
To prowadzi do najważniejszej refleksji praktycznej. Zanim podatnik zaakceptuje wynik kontroli i zdecyduje się na korektę oczekiwaną przez organ, powinien zastanowić się nie dwa, ale co najmniej osiem razy, jakie będą rzeczywiste plusy i minusy takiego ruchu. Korekta bardzo rzadko kończy sprawę w takim sensie, w jakim wyobraża to sobie kontrolowany. Często staje się natomiast punktem wyjścia do kolejnych kontroli, dalszych ustaleń i w niektórych przypadkach postępowania karnego skarbowego albo karnego.
W tej konkretnej sprawie istnieje jeden istotny element działający na korzyść podatnika. W momencie składania korekt skierował on do organu pismo, w którym wyjaśnił przyczyny swojej decyzji i jednoznacznie zaznaczył, że nie zgadza się ze stanowiskiem, jakoby faktury były „puste”. To ważny krok. Nie oznacza to jednak, że uchronił go przed wieloma problemami, kolejnymi kontrolami za następne okresy oraz sprawą karną skarbową zagrożoną karą sięgającą 20 lat pozbawienia wolności.
Podatnik, który nigdy wcześniej nie miał zaległości podatkowych ani problemów z fiskusem, może bardzo szybko zostać przedstawiony jako sprawca tzw. zbrodni VAT-owskiej. Czy słusznie? To zapewne ostatecznie oceni sąd, choć na obecnym etapie podatnik robi wszystko, aby o swojej niewinności przekonać już prokuratora.
Co szczególnie zastanawiające, w aktach sprawy prokuratorskiej znajdują się wyłącznie wyniki kontroli UCS. Nie ma natomiast nawet pisma podatnika, w którym wyjaśnił on przyczyny dokonania korekty i wyraźnie zaznaczył brak zgody co do oceny faktur jako „pustych”. Przypadek? Niedopatrzenie? Odpowiedzcie sobie sami. Każdy, kto zawodowo zajmuje się takimi sprawami, potrafi sam ocenić, jak duże znaczenie mogą mieć czasem pozornie „drugorzędne” dokumenty.
Z perspektywy doradcy i obrońcy w sprawach podatkowych jedno jest pewne: korekta złożona dla „świętego spokoju” nie zawsze daje spokój. Czasem otwiera dopiero najtrudniejszy etap sprawy. Dlatego zanim podatnik wykona ruch oczekiwany przez organ, powinien znać nie tylko jego doraźny koszt finansowy, ale również jego możliwe konsekwencje podatkowe, procesowe i karne. W takich sprawach najgorszym doradcą jest pośpiech. Najlepszym chłodna ocena ryzyk, doświadczenie procesowe i umiejętność przewidzenia, jak dzisiejsza korekta może zostać wykorzystana przeciwko podatnikowi za rok, dwa albo pięć lat.
Jeśli masz podobny problem, chętnie pomogę Ci go rozwiązać.
