Gdy firma płaci za cudze błędy. O sporach z UCS dotyczących długu celnego
- Wysłane przez Autor: Jakub Sitarski
- Kategorie Kontrole i postępowania
- Data 5 sierpień 2026
Wiele firm nadal uważa, że ryzyko związane z długiem celnym dotyczy wyłącznie importera albo podmiotu, który formalnie dokonał zgłoszenia celnego. Taki sposób myślenia nie odpowiada jednak obecnej praktyce organów. Coraz częściej postępowania obejmują również przedsiębiorców, którzy funkcjonowali na dalszych etapach obrotu - przewoźników, operatorów logistycznych, magazyny, dystrybutorów czy inne podmioty mające styczność z towarem już po jego wprowadzeniu na rynek unijny.
Najwięcej problemów pojawia się w tych sprawach, w których źródło nieprawidłowości leży wcześniej - czasem na etapie importu, czasem w tranzycie, a czasem jeszcze poza Polską. Po upływie kilku lat organ wraca do całego łańcucha dostaw i bada, czy któryś z jego uczestników nie powinien ponieść odpowiedzialności za nierozliczone należności celne. W praktyce oznacza to, że polska firma, która sama nie dopuściła się uchybień i nie miała wiedzy o cudzych działaniach, może zostać wciągnięta w bardzo poważny spór z UCS.
Sam udział w obrocie to za mało
To, że przedsiębiorca przewoził towar, magazynował go albo uczestniczył w jego dalszej dystrybucji, nie powinno automatycznie przesądzać o odpowiedzialności za dług celny. Kluczowe znaczenie ma to, czy można wykazać, że miał świadomość nieprawidłowości albo że – działając z należytą starannością – powinien był takie nieprawidłowości rozpoznać.
Właśnie ten element jest osią większości sporów. Organ nie może poprzestać na ustaleniu, że gdzieś wcześniej doszło do naruszenia przepisów celnych. Musi jeszcze pokazać, dlaczego konkretnemu przedsiębiorcy można przypisać wiedzę albo brak wymaganej ostrożności. To wymaga nie ogólników, lecz twardych dowodów i rzetelnej oceny realiów, w jakich działała dana firma.
Dla biznesu największe ryzyko zaczyna się wcześnie
Z punktu widzenia przedsiębiorcy szczególnie niebezpieczne jest to, że skutki sporu mogą pojawić się bardzo wcześnie. Problem nie sprowadza się wyłącznie do samej decyzji i jej uzasadnienia. Znacznie ważniejsze bywa to, jakie konsekwencje finansowe i operacyjne uruchamia ona w praktyce.
W tego typu sprawach przedsiębiorca może zetknąć się z egzekucją jeszcze zanim decyzja organu pierwszej instancji zostanie realnie oceniona przez organ odwoławczy. Dla dużej firmy oznacza to ryzyko uderzenia nie tylko w obszar podatkowy czy celny, lecz także w płynność, relacje z finansującymi, stabilność operacyjną i bezpieczeństwo majątku. Innymi słowy, nawet jeśli decyzja okaże się później wadliwa, jej skutki mogą być odczuwalne znacznie wcześniej. Organ celno – skarbowy działa tutaj na przepisach Unijnego Kodeksu Celnego i po doręczeniu upomnienia może przejść do egzekucji majątku już na podstawie decyzji wydanej w pierwszej instancji.
Pierwsza decyzja nie zamyka sprawy
W swojej praktyce spotykam sprawy, w których organ pierwszej instancji formułuje bardzo daleko idące tezy: sugeruje świadome uczestnictwo w nieprawidłowym obrocie, przypisuje możliwość rozpoznania oszustwa albo przyjmuje, że przedsiębiorca powinien był dostrzec sygnały ostrzegawcze wynikające z okoliczności transakcji. Tego rodzaju stanowiska brzmią poważnie, ale nie zawsze wytrzymują dalszą kontrolę.
Zdarza się, że już organ odwoławczy uchyla takie decyzje, wskazując na zasadnicze luki w materiale dowodowym, zbyt swobodne wnioski albo błędną ocenę akt sprawy. Z perspektywy przedsiębiorcy to bardzo istotny wniosek: sama surowość pierwszego rozstrzygnięcia nie oznacza jeszcze, że odpowiedzialność została prawidłowo wykazana.
Najważniejsze pytanie brzmi: czy firma naprawdę mogła wiedzieć
W tego rodzaju postępowaniach nie wystarczy przyjąć, że skoro wcześniej doszło do oszustwa lub naruszenia, to odpowiedzialność można rozciągnąć na kolejne podmioty z łańcucha dostaw. Spór powinien koncentrować się na czymś znacznie bardziej konkretnym, tj. czy w realiach danej sprawy przedsiębiorca rzeczywiście miał możliwość zauważenia problemu.
To właśnie ten punkt najczęściej wymaga pogłębionej analizy. Trzeba sprawdzić, jakie informacje były dostępne firmie w danym czasie, jakie obowiązki można było od niej racjonalnie wymagać, jakie procedury stosowała i czy istniały realne przesłanki, które powinny były wzbudzić jej wątpliwości. Ocena nie może opierać się na wiedzy zdobytej przez organ dopiero po latach ani na prostym założeniu, że skoro dziś wiadomo więcej, to przedsiębiorca wcześniej też „powinien był wiedzieć”.
Dlaczego warto reagować wcześnie
W sporach dotyczących długu celnego czas ma ogromne znaczenie. Im szybciej przedsiębiorca przeanalizuje, czy organ rzeczywiście ma podstawy do przypisania mu odpowiedzialności, tym większa szansa na przygotowanie skutecznej strategii działania. Dotyczy to nie tylko obrony merytorycznej, ale również oceny ryzyk majątkowych i procesowych, które mogą pojawić się jeszcze przed zakończeniem całego postępowania.
W praktyce warto jak najwcześniej sprawdzić, czy organ rzeczywiście wykazał możliwość rozpoznania nieprawidłowości, czy jedynie próbuje rozszerzyć odpowiedzialność na podmiot, który znalazł się „w zasięgu” postępowania. To często decyduje o tym, czy firma ma do czynienia z uzasadnioną ingerencją, czy z próbą przypisania jej odpowiedzialności przede wszystkim dlatego, że uczestniczyła w obrocie i dysponuje majątkiem, z którego można prowadzić egzekucję.
Na końcu i tak liczą się dowody
W sprawach o odpowiedzialność za dług celny przedsiębiorca nie powinien opierać się wyłącznie na intuicji i założeniu, że skoro niczego złego nie zrobił, to nic mu nie grozi. Doświadczenie pokazuje, że takie sprawy wymagają bardzo uważnego spojrzenia na materiał dowodowy, logikę rozumowania organu i realne standardy staranności, jakich można oczekiwać od firmy działającej w określonym modelu biznesowym.
Właśnie dlatego analiza sprawy na wczesnym etapie ma tak duże znaczenie. Pozwala ocenić, czy organ rzeczywiście wykazał przesłanki odpowiedzialności, czy też zbyt łatwo utożsamił sam udział w łańcuchu dostaw z wiedzą o nieprawidłowościach popełnionych wcześniej przez inne podmioty.
Jeżeli przedsiębiorca staje dziś wobec zarzutu odpowiedzialności za cudze błędy celne, kluczowe jest jedno: sprawdzić, czy organ faktycznie udowodnił, że możliwe było rozpoznanie nieprawidłowości, czy tylko próbuje to założyć. W takich sprawach różnica między jednym a drugim bywa dla firmy fundamentalna.
Zachęcam do wspólnego przeanalizowania Twojego problemu związanego z potencjalną odpowiedzialnością za dług celny.
