Podwójne szczęście w VAT, czyli o tym, jak numer identyfikacyjny może stać się pułapką
- Wysłane przez Autor: Daniel Więckowski
- Kategorie VAT
- Data 26 luty 2026
Wyobraźmy sobie sytuację, w której księgowość – w najlepszej wierze – uznaje transakcję za krajową, nalicza VAT, wystawia fakturę i odprowadza podatek. Tymczasem organ podatkowy, po kilku latach i filiżance mocnej kawy, dochodzi do wniosku, że to jednak nie była dostawa krajowa, lecz wewnątrzwspólnotowa. Brzmi jak standardowy wtorek w dziale podatkowym? Być może, ale najnowszy wyrok Sądu (izba prejudycjalna) w sprawie T-638/24 z dnia 25 lutego 2026 r. pokazuje, że skutki takiej pomyłki mogą być znacznie bardziej kosztowne, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
Kiedy zły numer staje się drogim numerem
Sprawa dotyczyła spółki D GmbH, która nabywała towary od austriackich dostawców. Towary wyjeżdżały z Austrii do innych krajów UE, ale nabywca posłużył się swoim austriackim numerem VAT. Dostawcy wystawili faktury z austriackim podatkiem, który spółka D odliczyła.
Organ podatkowy szybko sprowadził strony na ziemię. Po pierwsze, uznał, że doszło do wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów (WNT). Ponieważ spółka użyła austriackiego numeru VAT, a nie udowodniła opodatkowania w kraju przeznaczenia, Austria opodatkowała to nabycie u siebie. Jednocześnie dostawcy musieli zapłacić VAT z wystawionych faktur na podstawie słynnego art. 203 Dyrektywy VAT, czyli sankcyjnej zapłaty podatku z faktury, bo błędnie wykazali go na dokumentach.
Spółka D znalazła się więc w podatkowym imadle: z jednej strony odmówiono jej prawa do odliczenia VAT z faktur dostawców, a z drugiej – kazano zapłacić VAT od WNT.
Czy dwa razy ten sam podatek to nie przesada?
Głównym dylematem sądu odsyłającego było pytanie, czy zasady neutralności i proporcjonalności pozwalają na takie „podwójne” obciążenie. Przecież w teorii VAT powinien być neutralny dla przedsiębiorcy, a tu mamy sytuację, w której państwo inkasuje podatek dwukrotnie od tej samej ekonomicznie transakcji.
Sąd jednak nie pozostawił złudzeń. Przepisy dotyczące miejsca nabycia oraz te o zapłacie podatku z faktury mają odrębne cele. Pierwsze mają zapewnić, by nabycie w ogóle zostało opodatkowane i zapobiegać unikaniu podatków. Drugie mają eliminować ryzyko utraty wpływów podatkowych wynikające z faktu, że ktoś inny mógłby ten błędnie wykazany podatek odliczyć.
Sąd orzekł, że przepisy te mogą być stosowane jednocześnie. Co więcej, zobowiązanie wynikające z wystawienia faktury z błędnym VAT-em nie wynika z samej transakcji, lecz z samego faktu „wypuszczenia” dokumentu do obiegu. Nie jest to więc klasyczny podatek należny, który można by po prostu skompensować.
Światełko w tunelu (ale dość odległe)
Dobra wiadomość dla księgowych? Sąd przypomniał, że system VAT musi przewidywać możliwość korekty nienależnie wykazanego podatku. Jeśli wystawca faktury wyeliminuje ryzyko utraty dochodów podatkowych, na przykład poprzez skuteczne skorygowanie faktury i odzyskanie jej od nabywcy, może odzyskać podatek zapłacony w trybie sankcyjnym.
Warto zauważyć, że prawo pozwala na taką korektę często nawet wtedy, gdy dany rok podatkowy jest już przedawniony. To właśnie ten mechanizm ratuje zasadę neutralności. Dopóki istnieje ścieżka odkręcenia błędu na fakturze, dopóty równoległe opodatkowanie WNT w państwie identyfikacji jest uznawane za zgodne z prawem Unii.
Konkluzja
Drodzy Państwo, morał z tej austriackiej historii jest krótki i – niestety – mało zabawny dla portfela: błędne rozpoznanie łańcucha dostaw dla potrzeb VAT łączy się zawsze ze wzmożonym ryzykiem.
Pomyłka w kwalifikacji transakcji to nie tylko konieczność robienia korekt „do zera”. To realne ryzyko, że państwo upomni się o podatek z faktury (którego nabywca nie odliczy), a jednocześnie każe rozliczyć nabycie wewnątrzwspólnotowe, zostawiając nas z problemem odzyskania pieniędzy od kontrahenta lub żmudną procedurą korygowania lat ubiegłych. W świecie VAT numer identyfikacyjny to nie tylko identyfikator – to deklaracja miejsca opodatkowania, której zmiana po fakcie bywa wyjątkowo bolesna.

