Sztuczna inteligencja przed NSA: sąd przyłapał pełnomocnika na zmyślonym orzecznictwie
- Wysłane przez Autor: Jakub Augustyniak
- Kategorie Kontrole i postępowania
- Data 3 lipiec 2026
Istota sprawy
Postanowieniem z 23 czerwca 2026 r., sygn. akt I FZ 104/26, Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) oddalił zażalenie podatnika na odmowę wstrzymania wykonania decyzji wymiarowej w VAT. Rozstrzygnięcie Sądu jest rutynowe, natomiast uzasadnienie już nie. Istotną jego część Sąd poświęcił temu, w jaki sposób zażalenie w tej sprawie zostało przygotowane. Merytorycznie spór był prosty, gdyż chodziło o wstrzymanie wykonania decyzji określającej zobowiązanie w VAT za określone okresy rozliczeniowe 2019–2020 roku, a NSA uznał, że pełnomocnik nie uprawdopodobnił żadnej z przesłanek z art. 61 § 3 prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi umożliwiających wstrzymanie wykonania decyzji. NSA krytycznie ocenił stanowisko skarżącego, wskazując, że przedstawiona w piśmie argumentacja jest nader ogólnikowa i całkowicie gołosłowna. Natomiast prawdziwym bohaterem postanowienia jest sztuczna inteligencja. NSA bezpośrednio i stanowczo odniósł się do coraz powszechniejszego zjawiska wykorzystywania narzędzi sztucznej inteligencji w pracy profesjonalnych pełnomocników wskazując, że nader krytycznie należy ocenić bezrefleksyjne korzystanie z narzędzi AI przez zawodowego pełnomocnika przy sporządzaniu pism procesowych.
Stanowisko AI w zakresie wykorzystania AI przez pełnomocnika w tej sprawie
W ocenie NSA zażalenie w sposób oczywisty zostało sporządzone z wykorzystaniem narzędzi AI, a dowodem są wręcz książkowe tzw. „halucynacje”, a więc sytuacje, w których sztuczna inteligencja generuje odpowiedzi zawierające fałszywe lub mylące informacje, przedstawiając je jako fakty. Pełnomocnik, chcąc wykazać, że sąd ma obowiązek samodzielnie przeszukiwać akta, powołał trzy postanowienia NSA (II FZ 230/17, II GZ 452/18 oraz I GZ 164/22). Sąd po ich zweryfikowaniu uznał, że żadne nie odzwierciedla realnego stanowiska Naczelnego Sądu Administracyjnego.
Orzeczenia zapadły w innych datach, żadne nie dotyczyło wstrzymania wykonania aktu/czynności, wszystkie trzy zażalenia w istocie oddalono, a przypisane im tezy o nadmiernym formalizmie sądu czy obowiązku poszukiwania przez sąd w aktach administracyjnych okoliczności i dokumentów potwierdzających stanowisko strony w postępowaniu wpadkowym nie zostały w nich zawarte. Model językowy wygenerował więc orzecznictwo idealnie skrojone pod tezę pełnomocnika i w pełni potwierdzającego jego stanowisko, tylko że nieistniejące. Co więcej, NSA wskazał, że stanowisko zawarte w zażaleniu i rzekomo cytowanych postanowieniach jest sprzeczne z ugruntowanymi poglądami orzecznictwa NSA.
NSA nie kwestionował samego korzystania z AI i trafnie zauważył, że obecność sztucznej inteligencji w praktyce sądowej będzie tylko rosła. Problemem nie jest samo narzędzie, lecz podpisanie się pod wygenerowanymi przez nie treściami bez ich weryfikacji. W ocenie Sądu, wymiar etyczny tego działania budzi wątpliwości, w szczególności w związku z tym, że pełnomocnik pobiera wynagrodzenie, a mocodawca ma prawo oczekiwać najwyższego profesjonalizmu. Jak zauważył Sąd, trudno zaś dopatrzyć się profesjonalizmu, jeśli praca pełnomocnika sprowadza się do użycia narzędzi dostępnych w tym samym stopniu osobom spoza zawodów prawniczych.
To orzeczenie należy potraktować jako kolejne ostrzeżenie co do sposobu wykorzystywania sztucznej inteligencji w pracy profesjonalnych pełnomocników. Słowo „bezrefleksyjnie” użyte przez NSA jest w tym aspekcie najważniejsze. Już kilkukrotnie, głównie w USA, słyszeliśmy o podobnych sytuacjach, gdy pełnomocnik bez weryfikacji powoływał się na wygenerowane przez AI orzeczenia sądowe, czego konsekwencje następnie ponosił poza nim również jego klient. Każdorazowo należy weryfikować orzeczenia sądowe i inne źródła przywołane przez model językowy, z którego korzystamy. W przypadku błędów to nie sztuczna inteligencja ponosi ich konsekwencje, a pełnomocnik i jego mocodawca.
