EUDR nadchodzi. Większość firm nie zdaje sobie sprawy z ryzyka
- Wysłane przez Autor: Anna Kubicz
- Data 18 marzec 2026
Jeszcze do niedawna EUDR funkcjonowało w świadomości wielu firm jako kolejna unijna regulacja, ważna, ale jednak odległa. Coś, czym można będzie zająć się później, kiedy pojawią się wytyczne, praktyka rynkowa albo pierwsze kontrole. Problem polega na tym, że to później właśnie powoli się kończy.
Coraz więcej przedsiębiorstw zaczyna rozumieć, że EUDR nie jest regulacją, którą da się wdrożyć na ostatniej prostej. To nie jest checklista do odhaczenia ani dokument, który można przygotować na potrzeby audytu. To zmiana sposobu myślenia o całym łańcuchu dostaw i co ważniejsze, zmiana zasad odpowiedzialności.
W EUDR nie chodzi o to, co deklaruje dostawca. Chodzi o to, co jesteś w stanie udowodnić jako firma.
W praktyce oznacza to, że przedsiębiorstwa, które wprowadzają na rynek unijny produkty objęte EUDR, niezależnie od tego, czy są producentami, importerami czy dystrybutorami, przejmują pełną odpowiedzialność za ich zgodność. Nie wystarczy więc zebrać oświadczeń. Trzeba posiadać dane, procesy wewnętrzne i zdolność do ich obrony przed organem kontrolnym.
I tu pojawia się pierwsze zderzenie z rzeczywistością.
W rozmowach z firmami bardzo często słyszymy: „mamy to pod kontrolą, nasi dostawcy są sprawdzeni”. Problem w tym, że EUDR nie funkcjonuje wyłącznie w oparciu o zaufanie do dostawców, czy kontrahentów. W prawidłowym stosowaniu regulacji chodzi przede wszystkim o dowody. Jeżeli nie jesteś w stanie wskazać dokładnego pochodzenia surowca oraz wykazać, że nie wiąże się on z wylesianiem, to z perspektywy regulacji nie jesteś zgodny. Nawet, jeśli w praktyce, wszystko jest w porządku. To zasadnicza różnica, która umyka wielu organizacjom.
Jeszcze większym problemem jest jednak skala konsekwencji. EUDR nie przewiduje symbolicznych sankcji. Kary mogą sięgać do 4% rocznego obrotu w UE, a to tylko jeden z elementów. Do tego dochodzi ryzyko wycofania produktów z rynku, konfiskaty towaru czy czasowego zakazu sprzedaży. W skrajnym scenariuszu pojawia się także publiczne ujawnienie naruszeń, a to dla wielu firm oznacza nie tylko problem prawny, ale również reputacyjny.
To nie jest więc regulacja, którą można zignorować i zobaczyć, co będzie.
Najbardziej niebezpieczna sytuacja to ta, w której firma jest przekonana, że jest przygotowana, choć w rzeczywistości nie ma systemu i procesów wewnętrznych, które pozwoliłby jej to udowodnić. Bardzo często widzimy organizacje, które posiadają fragmenty układanki: jakieś dane od dostawców, częściowe procedury, pojedyncze analizy. Problem polega na tym, że EUDR wymaga spójności. Organy nie będą oceniały intencji ani poziomu zaangażowania. Będą patrzeć na kompletność i wiarygodność dokumentacji. A tej, w wielu przypadkach po prostu brakuje.
W tle zaczyna się już zresztą coś znacznie ważniejszego niż same kontrole. Duże podmioty, szczególnie te działające globalnie, zaczynają przenosić ciężar odpowiedzialności w dół łańcucha dostaw. Oznacza to jedno, coraz częściej o zgodność z EUDR, zapyta Twój kontrahent czy dostawca. Jeśli nie będziesz w stanie dostarczyć wymaganych informacji, problem nie zacznie się od kary, tylko od utraty współpracy.
To moment, w którym EUDR przestaje być kwestią compliance, a zaczyna być realnym ryzykiem biznesowym.
Jednocześnie warto zauważyć, że ta sama regulacja może działać dokładnie odwrotnie, jako przewaga konkurencyjna. Firmy, które są w stanie uporządkować swoje łańcuchy dostaw, wdrożyć procedury i zbudować wiarygodny system duediligence, bardzo szybko stają się bezpiecznym wyborem dla partnerów biznesowych. W środowisku rosnącej niepewności to ogromna wartość.
Problem w tym, że przejście od stanu „nie wiemy, czy to nas dotyczy” do realnej gotowości wymaga czasu, wiedzy i odpowiedniego podejścia. Nie da się tego zrobić wyłącznie na poziomie prawnym, ani wyłącznie operacyjnym. Potrzebne jest połączenie jednego i drugiego, zrozumienie regulacji oraz umiejętność przełożenia jej na konkretne działania w firmie.
I właśnie tu pojawia się największa luka, z którą dziś mierzy się rynek. Dziś najważniejsze pytanie nie brzmi, czy EUDR wpłynie na Twoją firmę. To już się dzieje. Pytanie brzmi: czy będziesz gotowy, kiedy ktoś poprosi Cię o dowody.

