Rejestr fundacji rodzinnych: między papierową przeszłością a cyfrową koniecznością
- Wysłane przez Autor: Bolesław Szyłkajtis
- Kategorie Aktualności prawne
- Data 27 marzec 2026
Rejestr Fundacji Rodzinnych od początku budził wątpliwości swoją dostępnością i tempem działania. Teraz ma się to zmienić — Rząd zapowiada cyfrowe otwarcie, które ma skrócić drogę do informacji i ograniczyć biurokratyczne absurdy. Pytanie tylko, czy wraz z wygodą nie pojawi się ryzyko nadmiernej jawności.
Zapowiadana zmiana to coś więcej niż kosmetyka przepisów - to próba wyrwania rejestru fundacji rodzinnych z administracyjnego marazmu. Dziś bowiem, aby zajrzeć do danych, trzeba odbyć małą pielgrzymkę do jednego konkretnego miejsca w Polsce i jeszcze wcześniej ustawić się w kolejce do terminu wizyty. W dobie cyfrowych usług publicznych brzmi to jak relikt epoki papieru i pieczątek.
Ministerstwo Sprawiedliwości sygnalizuje, że taki stan rzeczy ma odejść do przeszłości. Rejestr prowadzony przez Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim ma wreszcie otworzyć się na Internet. Nie w pełni, nie bez ograniczeń - ale wystarczająco, by skończyć z absurdem fizycznych wizyt w sprawach, które dawno powinny być dostępne online.
To jednak dopiero pierwszy krok. W tle pojawia się znacznie większa zmiana: możliwe włączenie fundacji rodzinnych do Krajowego Rejestru Sądowego. Gdyby ten scenariusz się ziścił, oznaczałoby to prawdziwą rewolucję - ujednolicenie systemu, większą przejrzystość i koniec funkcjonowania odrębnego, trudno dostępnego rejestru. Problem w tym, że cyfrowa infrastruktura państwa nie zawsze nadąża za ambicjami legislacyjnymi. Bez gruntownej modernizacji systemów informatycznych taki ruch pozostanie jedynie na papierze.
Tymczasem praktyka pokazuje, że obecne rozwiązania zwyczajnie nie działają sprawnie. Procedury ciągną się miesiącami, a czas oczekiwania na podstawowe dokumenty potrafi zniechęcić nawet najbardziej cierpliwych. Rejestr, który miał być narzędziem porządkującym, sam stał się źródłem biurokratycznych zatorów.
Nie oznacza to jednak, że otwarcie dostępu powinno iść w parze z pełną jawnością. Fundacje rodzinne operują majątkiem prywatnym, często obejmującym całe dorobki pokoleń. Upublicznienie wszystkich szczegółów ich działania mogłoby przynieść więcej szkody niż pożytku - od naruszenia prywatności po zwiększenie ryzyka nadużyć. Granica między przejrzystością a bezpieczeństwem jest tu wyjątkowo cienka.
Z drugiej strony państwo nie pozostaje bez narzędzi kontroli. Systemy monitorowania przepływów finansowych i rozliczeń podatkowych pozwalają skutecznie wychwytywać nieprawidłowości bez konieczności wystawiania wszystkich danych na widok publiczny. To raczej kwestia sprawnego działania instytucji niż powszechnego dostępu do wrażliwych informacji.
Osobnym wątkiem pozostaje udział osób pełniących funkcje publiczne w fundacjach rodzinnych. W tym przypadku presja na przejrzystość jest większa - i trudno się temu dziwić. Społeczne oczekiwanie jawności majątku nie kończy się przecież na nieruchomościach czy udziałach w spółkach. Fundacje mogą stać się kolejnym elementem tej układanki.
Cała dyskusja wpisuje się w szerszy kontekst - dojrzewania przepisów o fundacjach rodzinnych, które wciąż są stosunkowo młodą instytucją w polskim porządku prawnym. Próby ich uszczelnienia i doprecyzowania już się pojawiały, ale nie wszystkie zakończyły się sukcesem. To pokazuje, że ustawodawca porusza się tu ostrożnie, balansując między stabilnością prawa a potrzebą eliminowania nadużyć.
Jedno jest pewne: obecny model funkcjonowania rejestru nie przystaje do realiów XXI wieku. Jeśli państwo chce, by fundacje rodzinne były realnym narzędziem zarządzania majątkiem, musi zapewnić im równie nowoczesne zaplecze administracyjne. Inaczej nawet najlepsze przepisy ugrzęzną w kolejkach - tym razem nie legislacyjnych, lecz całkiem dosłownych.

