Wydaje mi się, że widziałem „kotecka”
- Wysłane przez Autor: Paweł Ziółkowski
- Kategorie HR, kadry i płace
- Data 2 marzec 2026
Ministerstwo Pracy zaangażowało kotki w wyjaśnienie nowelizacji ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy (https://www.facebook.com/reel/958358476519985). Pójdźmy zatem w tę stronę i rozwińmy temat…
Koty to indywidualiści. To one decydują, czy przyjdą i kiedy pójdą. To one decydują czy chcą być na umowie o pracę, czy też wolą umowę zlecenia lub umowę B2B.
Narzucanie kotom czegokolwiek, to zły pomysł. Oczywiście są takie koty, które wymagają opieki, bo faktycznie są źle traktowane, ale nie można generalizować. Jest cała masa kotów, które wybrały umowy cywilnoprawne w pełni świadomie, bo w przypadku wspaniałego stosunku pracy państwo zabiera im zbyt wiele. Na dodatek są to często koty, które mają już w jednym miejscu zapewnioną suchą karmę na etacie, ale – jak to koty – są wciąż głodne i chciałyby podjadać w innym miejscu wołowinkę z cielęcinką na zleceniu.
Jeszcze wyraźniej to widać u kotów na B2B. Jeżeli są obrotne (a koty potrafią takie być) robią się z nich prawdziwe tygrysy. A wtedy lepiej ich nie ruszać i nie narzucać im stosunku pracy, bo będą naprawdę złe.
Abstrahując od wszystkiego Ministerstwo zrobiło super robotę. Filmik o kotkach bije rekordy popularności. Jest jednak mocno jednostronny. Umowy cywilnoprawne zostały przedstawione jako „zło wcielone” i podkreślony został ich śmieciowy charakter. Tymczasem to nie umowa jest śmieciowa, tylko jej warunki. Dobrze sporządzona umowa zlecenia z odpowiednią kwotą może być bardziej dopasowana do potrzeb danej osoby (kotka), niż nadmiernie sformalizowana i droga (bynajmniej nie memu sercu) umowa o pracę. A o działalności gospodarczej nawet nie ma co wspominać, bo ta jest lepsza niemal zawsze (ok – poważnie chorować i rodzić dzieci lepiej na etacie).
Czas pokaże, jak nowe przepisy będą stosowane w praktyce. Czy Państwowa Inspekcja Pracy faktycznie będzie interweniować jedynie w słusznych sprawach (niestety na drugie mam Tomasz, więc nie uwierzę, aż dotknę), czy też zrobi z nowej regulacji oręż do walki ze wszystkimi umowami zlecenia, tak, jak podejście ZUS do umów o dzieło skutecznie ograniczyło liczbę takich umów. No i przede wszystkim, czy oceniając daną umowę będzie brana pod uwagę wola strona. Dla przypomnienia – każda dorosła osoba ma domyślnie zdolność do czynności prawnych, a w Polsce obowiązuje zasada swobody umów. Tym samym każdy obywatel ma prawo świadomie podejmować decyzje dotyczące tego, na jakich zasadach chce funkcjonować zawodowo, a organy państwa powinny ingerować tylko wtedy, gdy doszło do naruszeń. Oczywiście zarówno sama umowa nie może mieć cech stosunku pracy (przynajmniej tych dominujących, bo jakieś cechy tego stosunku ma zawsze), jak i podejście do tych umów nie może wskazywać na chęć zawarcia stosunku pracy (nagminne jest np. nazywanie zleceniobiorców pracownikami).
Tak, czy inaczej, ministerialne kotki podbiły Internet, co jest niewątpliwym sukcesem. Można polemizować z infantylnym przekazem, złym doborem zwierzęcia, czy jednostronnym przekazem, ale filmik robi swoją robotę. Czekamy na więcej!
Autor: Paweł Ziółkowski

